Archiwum
RSS
wtorek, 17 lipca 2018
tak mi się przypomniało....

"... wyobraziłem sobie gromadę małych dzieci, które bawią się w jakąś grę na ogromnym polu żyta. Tysiące malców ale nie ma przy nich nikogo starszego, nikogo dorosłego… prócz mnie, oczywiście. A ja stoję na krawędzi jakiegoś straszliwego urwiska. Mam swoje zadanie: muszę schwytać każdego, kto się znajdzie w niebezpieczeństwie, tuż nad przepaścią. Bo dzieci rozhasały się, pędzą i nie patrzą, co tam jest przed nimi, więc ja muszę w porę doskoczyć i pochwycić każdego, kto by mógł spaść z urwiska. Cały dzień, od rana do wieczora, stoję tak na straży. Jestem właśnie strażnikiem w zbożu. Wiem, że to wariacki pomysł, ale tylko to tak naprawdę chciałbym w życiu robić. Wiem, że to wariacki pomysł." Buszujący w zbożu, Salinger

poniedziałek, 16 lipca 2018
poniedziałek w mieście

niedziela, 15 lipca 2018
pożegnania

żegnamy Mundial i jeziora... smuteczek ;-(

sobota, 14 lipca 2018
telefon

wakacyjny szał trwa w najlepsze albowiem w przypływie dobrego humoru i złości na starą Nokię kupiłem sobie telefon i jest to dopiero mój drugi telefon jaki kupiłem, bo zwykle używałem po kimś...

fajnie byłoby sobie tak żyć w dobrobycie, jestem na wycieczce rowerowej ale mam chęć kupić telefon... i kupuję ;-)

tym razem wybrałem jeden z tańszych w sklepie ale to się może zmienić, bo gram w lotto ;-)

piątek, 13 lipca 2018
książka

zawsze zabieram ze sobą na wyjazdy jakąś książkę ale nigdy nie czytam, bo po co? kiedy na wyjazdach jest tyle fajnych atrakcji... ale dziś byłem już zdesperowany albowiem muszę siedzieć cały dzień o suchym pysku aby wieczorem pojechać po Żonę na dworzec PKP i po wycieczce rowerowej książka nawet trafiła na stół...

na szczęście słońce popołudniu przyprażyło i poszedłem się kąpać w jeziorze z Chłopcami i tym samym uniknąłem blamażu czytania na urlopie ;-)

czwartek, 12 lipca 2018
szalona pogoda

wczoraj przed wyjazdem zaskoczył nas deszcz a że poprzedni wieczór był ładny gdy pakowałem auto to kurtki były na samym dnie bagażnika więc musiałem sobie radzić ale prawdziwe wyzwania miałem po drodze, bo jechałem w deszczu albo w oberwaniu chmury :-(

pokonałem dystans raptem 150 kilometrów aby wpaść w inną strefę klimatyczną w tym samym województwie, bo na miejscu słońce, upał więc Chłopcy pokąpali się w jeziorze :-)

dziś pogoda wydawała się stabilna ale do czasu gdy zaczęła nas gonić burza - bo byłem z Nikodemem na rowerze i dałem z siebie wszystko i sam siebie zaskoczyłem, bo przez 12 kilometrów pędziłem z dzieckiem na pace i sakwami z przodu ze średnią 35 km/h i nawet nie odczuwałem bólu ani długu tlenowego i dopiero jak już Syn był bezpieczny to padłem i nie mogłem się podnieść z ziemi kilka minut jak ci maratończycy z telewizji ;-)

środa, 11 lipca 2018
wyjazd

postanowiłem zostawić Żonę...

ale chwilowo i wyjechać z Chłopcami nad jeziora, na działkę rodziców :-)

ps: podróż straszna, bo moja Mama poprosiła abym nie jechał autostradą i z jednej strony uważam, że na drodze krajowej w lejącym deszczu było o wiele niebezpieczniej i miałem prawdziwego stracha gdy wyprzedzałem dwa tiry pod rząd, bo chuje nie zechciały zostawić między sobą miejsca - ale z drugiej strony autostrada to pułapka gdy coś się stanie...

ps2: no nie wytrzymam i muszę się pochwalić, że sam z Dziećmi wystartowałem już o 10,30 co nam się nigdy we 4 nie zdarzyło... oraz tym, że wczoraj ugotowałem gulasz dla Żony na dni naszej nieobecności, bo ja się w domu zajmuję żarełkiem :-)

ps3: ale co będzie podczas nocy w nieobecności Ani to nie wiem? - pierwsze noce Małego bez mamy

wtorek, 10 lipca 2018
wtorek

waga

czuję się bardzo fit po wyjeździe, bo mało jadłem a dużo się ruszałem ale niestety domowa waga nie podzieliła mojego entuzjazmu ;-(

kleszcz

odkryliśmy kleszcza u Miko, cóż zdarza się ale ja się okropnie boję tych wstrętnych chorób jakie przenoszą... teraz obserwuję czy rumień nie idzie?

nuda

trudno się złościć na Chłopców, że nie mogą odnaleźć się w domu po takim fajnym urlopie, tak więc telewizor został porysowany, pościel zalana lakierem Żony więc aby uniknąć dalszych strat udaliśmy się na długi spacer, plac zabaw i do biblioteki gdzie znów udało nam się uniknąć kary za przetrzymanie książek :-)

gramy w piłkę

Miko - tata, ty jesteś Fabiański?

ja - tak

Miko - to ja jestem "Nieszczęsny" 

ja - uśmiałem się, bo Syn trafił w punkt!

pierwszy półfinał

Francja czy Belgia, Belgia czy Francja? naprawdę może być dziś ciekawie...

"W rytmie serca"

pisałem już o tym serialu, że nuda ale daliśmy mu drugą szansę i wczoraj zrobiliśmy maraton z Żoną i ubawiliśmy się setnie :-)

pizza

wreszcie wymyślili coś fajnego i Chłopcy zjedli pizzę w zadowalającej ilości :-)

poniedziałek, 09 lipca 2018
foto z wyjazdu

niedziela, 08 lipca 2018
po urlopie

wyjazd oceniam na bardzo, bardzo udany, jeden z najlepszych w moim życiu, bo może teraz nie było tak ekscytująco jak kiedyś w górach na rowerze ale za to czułem się szczęśliwy :-)

ośrodek był świetny, położony nad jeziorem z boiskiem, barem, restauracją itd... duży, bo ponad sto domków ale ponieważ obejmował duży teren nie czuło się ciasnoty...

domek mieliśmy wspaniały, salon, dwie sypialnie, węzeł sanitarny, kominek, taras i czuliśmy się luksusowo w porównaniu z kwaterami jakie zaliczaliśmy w ostatnich latach.

jezioro takie sobie ale z jeziorem u moich Rodziców mało jezior w Polsce jest w stanie konkurować, ale trochę się pokąpałem, Miko też a z Niuńkiem walczyłem aby po chorobie nie wchodził zbyt głęboko do wody...

towarzystwo było oczywiście najfajniejszą sprawą na wyjeździe, bo było nas ze 12 rodzin, każdy z dziećmi więc moi Chłopcy nauczyli się

samodzielności albowiem puszczałem Synów samopas po całym ośrodku i choć Małego trzeba było trochę bardziej pilnować to Miko latał z innymi dzieciakami całkiem niepilnowany całymi godzinami a ja się trochę stresowałem jak za długo nie przychodził się pokazać ale ponieważ inni rodzice wrzucali na luz to ja też to robiłem ;-)

rower wyglądał gorzej pod względem wykorzystania i Żona przejechała dwa razy więcej kilometrów ode mnie ale ja wolę siedzieć z Dziećmi niż samotnie błąkać się na rowerze... a lekkim minusem położenia ośrodka była rosyjska granica, która ograniczała możliwość gwiaździstych wycieczek... ale tereny piękne i stosunkowo odludne...

Chłopcy - Nikodem przy dzieciach bardzo się rozwinął i zaczął układać proste zdania a Mikołaj jest w ogóle super-dzieckiem pod każdym względem!!!

wątroba za to trochę dokuczała, bo za stary jestem na taki tryb życia, tutaj bar, tam grill u znajomych a w międzyczasie piwko na pomoście czy w restauracji...

pogoda - dwa dni słabe, jeden straszny ale i tak graliśmy w piłkę, robiliśmy wycieczkę autem lub spacer na nogach...

miłość - na wyjeździe ewidentnie było widać, że młodszy Syn jest za Żoną ale Starszak jest wpatrzony we mnie jak w obrazek :-)

mecze - nasze były jednymi z fajniejszych chwil, bo walka była zacięta ale Miko nie odstawiał nogi i walczył jak lew, mecze mundialowe oglądałem dokładnie póki była niepogoda, potem szkoda mi było poświęcać na to czas kiedy tyle innych atrakcji było wokół :-)

podróż - kiepska w tamtą stronę ale muszę pochwalić Synów, że są bardzo bardzo grzeczni w samochodzie :-)

powrót inną drogą był krótszy i przyjemniejszy, bo polegał na płynnej jeździe ale siedziałem potem z Miko godzinę w aucie, bo nam sie nie chciało wracać do bloku ;-(

sobota, 07 lipca 2018
spanie

w domu zdarzają się takie dni gdy młodszy Syn po śpi do 8-9 ale raczej rzadko...

natomiast na urlopie obaj moi Chłopcy śpią rano do 10-11 a my mamy niesamowity luz i jesteśmy bardzo wypoczęci :-)

aż strach wyobrazić sobie poniedziałkowy poranek :-(

piątek, 06 lipca 2018
opłata klimatyczna

ten idiotyczny relikt PRLu ma się całkiem dobrze i tutaj pani na recepcji była miła i policzyła nam 25 zeta ale jakby była skrupulatna to wyszłoby nam za 8 dni ze 160 złotych...

więc pytam komu i dlaczego mam płacić tyle kasy? 

czwartek, 05 lipca 2018
"mój tata"

wydaje mi się, że mam dosyć dużą wyobraźnię ale po prostu nie potrafię sobie wymarzyć wspanialszego wydarzenia niż dwóch Synków skaczących po mnie, którzy biją się pomiędzy sobą z okrzykiem:

Niko - " mój tata"

Miko - "nie to mój tata"

środa, 04 lipca 2018
padam na pysk

zrobiła się ładna pogoda wiec do spacerów, balowania i haratania w gałę dołączyło pływanie i rower i dziś po 35 kilometrach po tutejszych wzniesieniach miałem siły tylko na połówkę meczu...

i to nie są żarty ani banalne zakwasy, bo boli mnie wszystko, mięśnie, stawy, ścięgna....

za stary na to jestem ;-)

wtorek, 03 lipca 2018
szczęście

chrzanić brzydką pogodę... gramy tu codziennie w piłkę nożną po dwie, trzy godziny a jest nas ze 40 osób więc grają faceci i chłopcy i jest sporo nas do grania a ja przeżywam magiczne uniesienia gdy mój Mikołaj walczy ze mną w drużynie o każda piłkę :-)

i wygrywamy a ja przeżywam SZCZĘŚCIE NIEPOJĘTE 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 241